Pierwszy wspólny miesiąc

Uwaga, będzie dosyć długo 🙂

Cztery łapy, ogon, hebanowa sierść i najpiękniejszy pyszczek, jaki widziałam. To Carlos, mój pSyn, który skradł moje serce od momentu, kiedy po raz pierwszy wzięłam go w ramiona. Po kilku dniach razem już nie pamiętałam, jak to jest bez niego i zastanawiałam się, jak żyłam zanim pojawił się w naszym domu. Jest ze mną od miesiąca i już wiem, jakim jest cudownym, oddanym przyjacielem. To także najlepszy terapeuta, którego bardzo potrzebowałam, zwłaszcza po ostatnich 2 latach traumy, w której żyłam, a właściwie poniekąd nadal w niej jestem…

Los doświadczał mnie od zawsze, choć na zewnątrz nie do końca było to widoczne. Zdecydowana większość pozytywnych i pięknych chwil była wręcz wywalczona. Wieczne siłowanie się z życiem. Energię do tego, żeby się nie poddać dawali mi głównie bliscy ludzie i marzenia, do których spełnienia dążyłam. Teraz z kolei napęd do działania daje mi garstka tych najwytrwalszych osób i właśnie Carlos. Walczę więc choć nadal łatwo nie jest.

Nigdy nie lubiłam liczby 13.

Choćbym nie wiem, jak próbowała oszukać los, zawsze właśnie 13-tka przynosiła tylko to, co złe. W październiku 2020 dała jednak o sobie znać z pełnym impetem do tego stopnia, że zawaliła mój świat i zmieniła go bezpowrotnie. Dwa kolejne lata to była jednocześnie wegetacja i życie w innym świecie, tak jakbym funkcjonowała gdzieś obok. Wyparłam to, co się stało. Czując, że potrzebuję naprawdę dużej zmiany, kiedy pojawiła się możliwość wyjazdu do USA na dłużej, nie wahałam się ani chwili i wyjechałam razem z moją Mamą i jednocześnie najlepszą Przyjaciółką. Czas jednak pokazał, że to nie TO. O tym jednak napiszę osobne notki. Jedna to zdecydowanie za mało, ponieważ przez to ile tam się wydarzyło, powinien powstać nie film a serial :).

Wracając jednak do Carlosa…

Po powrocie do Polski zapadła decyzja, że bierzemy psa. Od dawna marzyłam o czarnym owczarku staroniemieckim. Obserwowałam wiele hodowli, byłam, a raczej nadal jestem członkiem grup miłośników tej rasy, dużo też czytałam na ich temat. Cały czas utwierdzałam się w przekonaniu, że to właśnie pies idealny dla mnie. Na Carlosa czekałam 9 miesięcy — jak na prawdziwego pSyna z krwi i kości przystało 😉

Kiedy już się pojawił, zalało mnie morze emocji, a jednocześnie odpuściło napięcie, które mnie trzymało. Ja jednak nie zdawałam sobie sprawy, jak mocny jest to ucisk. To wszystko spowodowało, że moje ciało zareagowało nie do końca tak, jak powinno. Ten wątek, podobnie jak USA, poruszę jako osobny temat. To bardzo ważny i powszechny temat dlatego zdecydowanie warto poświecić mu więcej uwagi.

Najistotniejsze jednak jest to, że teraz, w każdym tego słowa znaczeniu, wracam do siebie, a Carlos pomaga mi w tym, jak mało kto!

Przeczytaj inne wpisy na blogu:

0 komentarzy

Wyślij komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *